Księga poległych nad żelaznym tronem

Nie, tytuł nie nawiązuje li tylko do losu bohaterów cyklu pieśni lodu i ognia, chociaż biorąc pod uwagę liczbę zgonów bohaterów George’a R.R. Martina  – wiele byłoby w nim prawdy;) Tym razem udało mi się odkryć naprawdę zacny cykl powieści fantasy, który ląduje na półce AAA w mojej biblioteczce.

Steven Erikson jest dobrym pisarzem.  Są na świecie rzemieślnicy i są mistrzowie, którzy pisanie mają we krwi. On zalicza się zdecydowanie do tych drugich.

Fabuła, świat przedstawiony…uhh

Na cykl powieści składa się 10 książek, choć w Polsce część z nich była wydawana jako 2 oddzielne pozycje. Trudno się dziwić. Zakupiłem pełne wydania, które swą objętością zawstydziłyby niejednego. Każda z nich wygląda epicko, ale trudno byłoby wygodnie zatopić się w lekturze np.: w zatłoczonym autobusie. Tutaj mała dygresja: Polskim Liniom Kolejowym oraz władzom odpowiedzialnym za rozwiązania infrastrukturalne transportu podmiejskiego należą się wielkie brawa i wyrazy uznania. Ich wkład w rozwój czytelnictwa mieszkańców powiatu wołomińskiego trudno byłoby przecenić. Blisko 3 godzinny dziennie spędzone na czytaniu to nie lada wyczyn w obecnych czasach. Tym sposobem mam o czym pisać/myśleć a inni co czytać (w korku pasażerowi się nie spieszy…nie ma wpływu na nic;).

Wracając do tematu: nie mam zamiaru opisywać zawiłej historii świata oraz jego bohaterów. Cała opowieść to splot wielu wątków, którymi autor zgrabnie steruje łącząc lub zderzając, dzieląc i…znikając (oj, leci wtedy sporo krwi i spadają głowy;). Na uwagę zasługuje rozmach projektu. Tutaj mamy do czynienia nie tylko jedną planetą (królestwem- traktujemy to jako…wymiar, płaszczyznę), ale wieloma różnymi, posiadającymi swoje historie i bohaterów. Oczywiście na pierwszym planie zawsze jest ta jedna: dom Podpalaczy Mostów, Imperium, Darudżystańczyków, Wickan etc. etc. Coś jeszcze? Tak. Dorzućmy do tego rożnego rodzaju rasy, plemiona bogów, zmiennokształtnych, herosów (to taka moja własna nazwa dla ascendentów) i przykryjmy opowieściami, które sięgają setek tysięcy lat wstecz. Fajnie, prawda?:) Czy jest to skomplikowane? Trochę, ale nie ma czego się obawiać…

…bo to wszystko jest poukładane z sensem

Przed rozpoczęciem lektury głównego cyklu natknąłem się na cykl opowiadań ze świata Malazańskiej Księgi Poległych. Jedno wystarczyło aby ocenić kunszt autora i odkryć, że jeszcze są ludzie, którzy potrafią pisać, kreować świat i czerpać przyjemność w snuciu opowieści. Prawdziwej opowieści, która wykracza daleko poza…”Czachożłop ściskał w dłoni topór, którego rękojeść była śliska od krwi…jego lub ich, bez znaczenia bo tylko 10 kroków dzieliło go od wolności. Nikt ani nic nie powstrzyma dumnego wojownika z plemienia Zimnych Joghurtów!...”. Coś w tym stylu. Tutaj nie ma wbijania wątków na siłę, szukania głębszego sensu i stosowania rytmu: sielanka-smutek-walka-groza-nadzieja-zgon-walka, bo zemsta- wygrana- zło przetrwało…-sielanka-…<budżet trzeba dopiąć na 2,3,4 części>.

Moi Drodzy czytając Eriksona ma się wrażenie, że facet opisuje historię alternatywnej rzeczywistości, niemal jak uczestnik przedstawianych zdarzeń. Tutaj mamy skalę globalną, ale nadal wszystko ma swoje źródło w jednostkach: ich ambicjach, emocjach, odwadze, walce, upokorzeniu itp. Dla mnie jego opowieści kojarzą się z mitologią grecką. Od kosmologii po zabawne przygody dwojga magów (tak ich nazwijmy) oraz ich sługi. Od makro-epickich zdarzeń po walkę o przetrwanie garstki rozbitków.  Erikson świetnie radzi sobie w każdej z tych ról. Opisuje rzeczywistość w sposób ciekawy i nie cierpi na brak pomysłów. O wielkości jego świata (nie tylko w sferze czasowej i geograficznej) niech świadczy fakt, że inni autorzy sięgają po te uniwersum (Ian Cameron Esslemont), co czyni je również godnym co najmniej serialu a może nawet porządnego RPG’a.

To co z tym tronem?

Podobno świat dzieli się na fanów amigi oraz atari; PS’a, Xbox’a i PC’ta…tutaj mamy fanów Gry o Tron i Księgi Poległych.  Zapewne w tym momencie tytuł niniejszego wpisu stał się dla Was jasny i zrozumiały: tak, uważam, że cykl Eriksona jest lepszy od Gry o Tron, choć nadal wysoko cenię przygody Tyriona i coraz mniej licznej ekipy…tych drugich;). Na czym polega różnica? Erikson włożył w swoją opowieść masę czasu i uwagi. Tutaj wiele aspektów jest przemyślanych i widać tytaniczną pracę, również tą koncepcyjną. „Gra o tron” jest ok, ale straciła trochę w moich oczach po wydaniu albumu „Świat Lodu i Ognia”. Kupiłem, miałem zrecenzować…odpuściłem sobie. Pięknie wydany album ukazał jak płytkim światem operuje Martin  lub jak bardzo nie ma czasu aby zagłębić się bardziej w I i II erę wyżej wymienionego. ” Gra o Tron” to głównie tu i teraz (mówimy o skali do 100 lat). Potraktowanie po macoszemu innych ras, wątków, historii świata sprawia, że autor skazany jest na podbijanie stawki właściwie tylko kolejnymi zgonami. Tutaj tylko (a może aż dla niektórych?) ludzie. Szkoda, że wybito wcześniej wiele innych nacji, wątków i możliwości itp. A może to jest jedna z wizji Martina: uniwersum przemijania? Oby nie efekt skupienia na serialu i odcinaniu kuponów kosztem jakości pracy twórczej.

Czy polecam?

TAK, zdecydowanie cykl „Malazańska Księga Poległych” to pierwsza liga wśród tego typu pozycji. Warto zainwestować trochę grosza i czasu na podróż do tego niezwykłego świata.

Moja ocena: 5/5

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *