kościany galeon

Ja, inkwizytor. Kościany galeon

Kolejna odsłona przygód Mordimera Medderdina zacumowała w porcie domowej biblioteki. Czy znajdzie się miejsce dla kolejnych? Trudno powiedzieć. Jeszcze 3-4 lata temu powyższe zdanie nie miało prawa pojawić się przy nazwisku Jacka Piekary. Podobnie jak wielu czytelników w Polsce uległem złudzeniu (a może sprytnej reklamie?), że oto przed nami długo wyczekiwana, bo od bodajże 7 lat, powieść prezentująca dalsze losy inkwizytora. Niestety, najnowsze dzieło J.P. to kolejne opowiadanie z cyklu „Ja, inkwizytor”, które opisuje pierwsze lata kariery naszego bohatera i …nie jest w stanie się obronić przed sztormem przeciętności.

Jak nie z armaty to dygresją…

Odniesienia marynistyczne nie są przypadkowe. Tym razem przenosimy się do nadmorskiego miasteczka aby razem z inkwizytorem wspomóc lokalnego kupca w poszukiwaniu wspólnika, który zaginął na morzu. Niewinna z pozoru sprawa zamienia się w całkiem niezgorszą jatkę. Szkoda, że akcja rozwija się zbyt wolno i jest dosłownie szatkowana niepotrzebnymi wstawkami, które dzielą nas od ww. jatki dziesiątkami stron. Na plus należy jednak wymienić ciekawą zabawę z czytelnikiem (operacja: „igraszki z żoną”), kilka interesujących postaci i ogólnie kunszt samego autora.

Zanim przejdziemy do sedna, mała dygresja, która ułatwi zrozumienie zawiłości cyklu wydawniczego ze świata inkwizytora. W czasie przedstawionym uniwersum cyklu książek autor wydzielił 3 okresy, które opisują:

  • zdarzenia z młodości i dzieciństwa Medderdina (jest on tutaj raczej na drugim planie) – „Płomień i Krzyż”,
  • zdarzenia z pierwszych lat jego służby – „Ja, inkwizytor”,
  • bieżące zdarzenia w życiu bohatera – z racji braku nazwy tego cyklu nazwijmy go umownie „Sługa Boży”. Obecnie zamrożona – brak informacji o nowych publikacjach.

Nie kwestionując prawa autora do eksploatacji uniwersum chciałbym zwrócić uwagę na pewną tendencję, która – moim skromnym zdaniem- może zniechęcić wiernych fanów. O ile początkowe wydania w 2 pierwszych ww. grupach można uznać za bardzo dobre, o tyle kolejne coraz mocniej nudzą i wyraźnie tchną tzw. odgrzewanym kotletem. Pierwszy raz zdarzyło mi się pomijać całe akapity, bowiem autor praktycznie co chwila częstował nas przemyśleniami, które nie raziłyby tak bardzo, gdyby były o 70-80% krótsze. Zwykła wycieczka do portu w celu obejrzenia statku rozrosła się do kilkudziesięciu stron, pełnych wspomnień, ulicznej filozofii życiowej, czyli tzw. „rozkminek egzystencjalnych”. Razi to tym bardziej, że wydanie „Kościanego Galoenu…” było kilkukrotnie przekładane. Widać czas na ewentualne korekty nie został tu najlepiej wykorzystany.

Dla mnie całość wygląda jak próbówka, w której koncentrat został rozcieńczony w celu wypełnienia całości zawartością. Pomysł na historię jest niezgorszy… ale dla dobrego opowiadania. Analizując akcję książki można pokusić się o następujący schemat: (uwaga spolier..?..; )  zlecenie – podroż do miasta X – spotkanie z Y (zleceniodawca) – piękna kobieta (tym razem żona Y) – drobne problemy w mieście X – podróż do miejsca Z – duże problemy (giną ludzie) – kościany galeon – nieoczekiwany zwrot akcji – udało się, wracamy z Y do X.

Tak, w ten sposób można uprościć i „Władcę pierścieni”, ale tam jest coś więcej. Więcej tzw. mięska, wydarzeń, akcji, problemów, aktywności. Tutaj tego zabrakło.  Podobno niniejsza książka była reklamowana jako pomost do bieżących wydarzeń (czyli etapu „Sługa Boży”). Moi drodzy – nie zgadzam się. Opisane wydarzenia nie odnoszą się do znaczących faktów opisanych wcześniej. „Ja, inkwizytor. Kościany galeon” to wyrwana z kontekstu (jedna z setek) przygoda Mordimera Medderdina. Traktuję więc tę plotkę jako chwyt marketingowy, który miał przekonać niezdecydowanych trącając nutkę wspomnień i nostalgii z okresu pierwszych dzieł Jacka Piekary – ja dałem się nabrać. Wam radzę się zastanowić nad kupnem, bo zawsze można sięgnąć po stare opowiadania i zatopić się w lekturze na amen:)

 

Moja ocena: 3/5

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *